No, żyję...
11.10.2007 :: 17:00 Odpowiedz (4)
Żyję i to wcale nieźle, wystarczyło wrócić z Londynu :)
A wracając paść w ramiona Ukochanemu i powzolić wszelkim wątpliwościom w tej materii rozwiać się niczym proch na wietrze.
Mieszkanko jest, właściwie pokoik, we Wrocławiu, ciasne ale własne a na dodatek całkiem przyjemne. (Mój landlord to autentyczny otaku RPG, temat nie tyle nawet na osobną notkę, ale wręcz osobnego bloga..)
Tęsknota rwie mi serce za An., Kwiatem, Bartollomeo, Filipem, Maeve, ukochanymi wykładowcami.. etc etc... aczkolwiek wyrwanie się z tego paskudnego miasta/domu/uniwersytetu wyraźnie mi służy :)

Szukam pracy. Uczę się. Wykłady b. pouczające są.

Myślę że jak na aktualizację, całkiem optymistyczną z resztą, wystarczy :)
"Co z nami będzie, jak wyjedziesz?"
07.07.2007 :: 12:10 Odpowiedz (7)
Nagle to On potrzebuje tej odpowiedzi...

Jedyne co mi przyszło do głowy, to: "Boże, faktycznie, przecież za kilka dni jadę.."
Wróciło to głupie uczucie, że zostało nam mało czasu i wizja klepsydry z piaskiem, na którą nagle zaczęła działać wzmożona grawitacja.

Powiedziałam prawdę. Jedną z najsmutniejszych, najbardziej uciążliwych prawd w życiu.
"Nie wiem, co z nami będzie."
Skąd niby mam wiedzieć?

Przecież to zależy od nas obojga. Jak bardzo będziemy Chcieć. Jak bardzo będziemy Tęsknić.
Potem się zaczęła nawałnica głupich tekstów(z obu stron, bo niby czemu miałabym mu pozostać dłużna): pewnie sobie kogoś znajdziesz, albo się prześpisz z koleżanką, albo ktoś cię poderwie, sratatata...

I to są właśnie, kochane dzieci, czary: miły, spokojny wieczór zmienia się w mały, smutny koszmarek...
Me, myself and him.
29.06.2007 :: 13:21 Odpowiedz (3)
Moje ciało nie rozumie, że dostaje tylko palec, a nie całą rękę. A chciałoby obie ręce, wraz z przymocowaną do nich całą-resztą An.
Dlatego, tak jak dziś, budzę się często zmęczona, zdrętwiała i obolała, bo moje ciało w nocy kuli się w kłębek i tuli samo do siebie, rozpaczliwie próbując sobie zrekompensować brak cudzego ciepła... I nie wytłumaczysz, że to tylko od swięta, że ma się nie przyzwyczajać, bo to może sie nie powtórzyć, a nawet jeśli, to niezbyt wiele razy. Ale ono wie doskonale czego chce i szuka. Wie, gdzie jego miejsce. W żadnym Londynie, czy Wrocławiu. Ani w Tokio, ani w Paryżu, ani w L.A. Tylko właśnie obok Niego. Im bliżej, tym lepiej.
Czasami myślę, że ciało mądrzejsze jest, niż rozum.

Dlatego "obie" cieszymy się na tą noc. I na następną.

Zwłaszcza z powodu nagłej zmiany frontu An. i jego podejścia do rozstania.

Jakoś to będzie :)